8.03.2010

Słowa..


Słowa bolą bardziej, niż czyny? Myślę, że tak. Co więcej, jestem o tym przekonana. Jest to prawda znana każdemu, kto kiedykolwiek doświadczył tak bolesnych słów. Zawsze kochałam pisać, mówić, tworzyć. Uwielbiałam słowa i wywyższałam je ponad wszystko, w czym można w jakikolwiek sposób wyrazić emocje. Jednak w tym potoku obrzydliwych, pełnych jadu słów, które ostatnio nas dosięgają... zanika to piękno. Zanika uczucie, wyrażenie siebie, miłość do mowy. Jest tylko żal i ciągła walka o to, żeby powiedzieć to, co potrzebuję wykrzyczeć. Walka o to, żebyś dopuścił do siebie słowa, które bezlitośnie ciążą na moim sercu i próbują wydostać się na zewnątrz już od tak dawna. Teraz jedyną oazą spokoju jest ten mały zniszczony notatnik, który przezył ze mną już tak wiele. Tylko tam są wszystkie te uczucia, wylane prosto z serca, o których starasz się nie wiedzieć. Te, które wyrzucasz ze swojego umysłu, jak przeciążające go śmieci, które są zbyt trudne, żebyś w ogóle się nad nimi zastanowił. Myślę, że straciliśmy poczucie wartości tego, co wypowiadamy. Poprostu zatraciliśmy się w okrucieństwie i ranieniu siebie nawzajem. Zostały nam tylko puste słowa, do których zaczynam mieć wstręt. Tylko te, w które naprawdę starałam się wierzyć i kiedyś przynosiły ukojenie, a teraz są jak nóż, który zostawia coraz większe rany w moim sercu. I to rany z rodzaju tych, które są nieuleczalne. Nie da się już ich zabliźnić. Można je tylko zakryć, udając, że nigdy nic tam się nie działo. Jednak próbujemy tylko odsuwać od siebie myśl, ze kiedyś znów zaczną krwawić i odkryją światło dzienne. A czemu słowa, które kiedyś były dla mnie sacrum teraz tak strasznie ranią? Ty to wiesz. Wiesz, że one już teraz nic nie znaczą.

Peace, 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz